Drugim problem był zrost znacznej części otoczenia Marcinkiewicza z Prokomem i blokowanie przez to otoczenie i przez Marcinkiewicza pewnych inicjatyw szkodliwych dla Prokomu. Odczułem to na własnej skórze, bo byłem ministrem właściwym ds. informatyzacji. Chodziło o przedsięwzięcia, które miały uniezależnić państwo od oligarchów informatycznych.
To potężny zarzut wobec Marcinkiewicza, który musi pan poprzeć dowodami.
Wiem - i nie jest to wiedza operacyjna, ale wiedza z miasta - że część współpracowników premiera Marcinkiewicza, kontaktowała się intensywnie ze spółkami z rodziny Prokomu, chociażby ze względu na znajomości z Wiesławem Walendziakiem, wiceprezesem czy prezesem jednej ze spółek Prokomu.
Kataryna, Pitera, Dorn i „wiedza z miasta”
Opublikowany 15 marzec, 2008 PolitykaTags: Julia Pitera, Kataryna, Ludwik Dorn, Polityka, Wassermann, wiedza z miasta, Zbigniew Wassermann
Słusznie jakiś czas temu Kataryna zwróciła uwagę na tajemnicze dokumenty z „miasta”, które miała otrzymać Julia Pitera. Niedawno natknąłem się na wywiad z Ludwikiem Dornem, który pokazuje, że to źródło wiedzy nie jest mu obce:
Wygląda na to, że „wiedza z miasta” to standardowe źródło informacji w tzw. „resortach siłowych” a Julia Pitera jako tylko pełnomocnik rządu mogłaby się wiele nauczyć od swojego starszego kolegi – ówczesnego Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji.
Nie można jednak takiego zachowania zaliczyć do przykładu tzw. „dobrych praktyk”, w tych bowiem celował wysoce skoordynowany Zbigniew Wassermann, który zamiast włóczyć się po jakimś nieokreślonym „mieście” dokumenty otrzymywał bezpośrednio na swoją wycieraczkę, zapewne w ramach prenumeraty.
8 Odpowiedzi do “Kataryna, Pitera, Dorn i „wiedza z miasta””
- 1 TrackBack do wpisu 15 marzec, 2008 @ 12:07 pm
- 2 TrackBack do wpisu 15 marzec, 2008 @ 12:07 pm
- 3 TrackBack do wpisu 15 marzec, 2008 @ 3:06 pm
- 4 TrackBack do wpisu 15 marzec, 2008 @ 3:17 pm

“Słoń ma trąbę, która kształtem przypomina robaka. Robaki zaś dzielą się na: …”
Tak podobnież odpowiedział student biologii, któremu przyszło odpowiedzieć na pytanie “proszę powiedzieć mi coś o słoniu”, które padło z ust profesora, który jednakowoż zawsze i niezmiennie pytał “o robaki” - no więc wszyscy byli obryci jak dzikie świnie “z robaków”. A tu masz - taka siurpryza.
Rzeczony student zagaił więc, jak wyżej. Wedle anegdoty, profesor nijak się nie połapał, że za pomocą słoniowej trąby jest robiony w konia…
Co do powyższego wpisu blogowwego: pomiędzy stwierdzeniem, że “to źródło wiedzy nie jest mu obce” a konkluzją „ to standardowe [sic!!] źródło informacji w tzw. ” podobieństwo zachodzi mniej więcej takie właśniem jak pomiędzy trąbą słonia, a robakiem.
Albo, jak to ujął kapitan Załganow: “Wprawdzie każdy śledź jest rybą, ale nie każda ryba jest śledziem”.
“Wyiad” z dziennikarzem, to raczej luźna rozmowa, w której “wywiadowany” pytany jest co sądzi o tym, czy o tamtym - i ewentualnie dlaczego właśnie tak, a nie inaczej. Dorn nie oskarżał Marcinkiewicza przed trybunałem podpierając się argumentem “bo wszystkim dobrze wiadomo, że …”, tylko rozmawia o tym, jaka jest jego ocena pewnego polityka - i sam przytomnie stwierdza, że “nie jest to wiedza operacyjna, ale wiedza z miasta”. Czyli, coś, o czym możemy sobie pogadać, coś, co mogło mieć wpływ na “całościową” ocenę pracy Marcinkiewicza, ale nie coś, na podstawie czego można wszcząć postępowanie formalne. I tyle.
(Zwracam uwagę, że nawet w sądach, szczególnie w sprawach “społecznych”, bierze się pod uwagę ”opinię o oskarżonym z miejsca pracy/ zamieszkania” - BEZ JEJ WERYFIKACJI. I nie jest to “materiał dowodowy”, a “informacja pomocnicza” pozwalająca sędziemu “wyrobić sobie opinię”. I który to materiał ma -O ZGROZO!!- wpływ na wydawany wyrok… Normalnie kaczyzm w postaci czystej, FUJ!)
A co do Wassermanna:
“Znalazłem go pod wycieraczką swojego mieszkania - odpowiedział [Wassermann] w końcu. - To dowód na wykorzystywanie służb specjalnych w walce politycznej - replikował Sikorski.”
“W zamian za poprawę bezpieczeństwa państwa jestem gotów ponieść odpowiedzialność karną i odbyć karę pozbawienia wolności [SIC!!]- odciął się Wassermann.”
I dalej:
Zdaniem Dukaczewskiego, “minister Wassermann okłamał opinię publiczną twierdząc, że głównym tematem kursu, w którym uczestniczył w lipcu i sierpniu 1989 r. było wykorzystanie handlu bronią dla potrzeb politycznych, podczas gdy tematyka handlu bronią na kursie nie była w ogóle poruszana”.
Czyli, “nieprawda, że sabiłem go siekierą - bo tam w ogóle nie było siekiery”. (A kwestię zabicia dyskretnie przemilczmy…
“Wassermann odpowiedział Dukaczewskiemu szybko. - Pokazałem dokument potwierdzający odbycie szkolenia w Moskwie przez gen. Dukaczewskiego w sierpniu 1989 r. Nie złamałem prawa, bo informacja, że ktoś ukończył kurs w Moskwie nie jest informacją tajną i nie zagraża bezpieczeństwu państwa”
Znowu chce się zacytować klasyka - “Much Ado About Nothing”, co w luźnym tłumaczeniu można nazwać “z igły widły”.
(I, o ile dobrze pamiętam, sam Wassermann powiedział, że “znalazłem pod wycieraczką” było odpowiedzią z rodzaju “znalazłam cię w kapuście”, jaką matka -nie chcąc, lub nie mogąc podać prawdziwego “źródła”- daje namolnemu czterolatkowi “aleskądjasięmamowziąłem”.
“Oczywista oczywistość”, ces’t ne pas? :))
Z tego co napisałem (”w biegu”
powyżej wynika chyba dość jasno, że blogowe “porównanie” jest cokolwiek naciągane (”the more stretched, the better fits”, powiadają) - żeby nie powiedzieć, że wręcz zmanipulowane. Nic to, każdy kij dobry jak się chce psa uderzyć.
I jeszcze jedno:
Nie ustosunkowałem się do p. Pitery i jej “dokumentów z miasta”, choć chciałem i o niej coś napisać. Ale sprawę tylko “pamiętam ogólnie” (że była, lecz bez szczegółów) - a nie mam teraz czasu szukać.
Sprawdziłbym co tam było na rzeczy i “się odniósł” - ale aotor blogu przezor… ee… znaczy, przez niedopatrzenie, naturalnie, nie zamieścił tu linku “do sprawy” - więc ograniczyłem się tylko do wykazania mu słabosilności argumentu co do “standardowego źródła”.
Pozdrawiam i życzę na przyszłość bardziej “znać proporcjum, mocium panie”.

PS/ edit:
Cholera, głupie emotikony automatyczne - bez sensu. Wygląda jakbym zapomniał zamknąć nawiasy.
No i oczywiście “… the better IT fits”.
pzdr
@jestem z miasta
Dzięki za udowodnienie zasadności tego porównania - sam bym tego lepiej nie zrobił
W końcu Pitera nikogo na podstawie tych dokumentów oficjalnie nie oskarżała.
Rozumiem, że co do reszty też zgoda?
(Dziwne… cały czas miałem wrażenie, że clou powyższej “demaskacji” nie dotyczy Pitery, a Wassermanna, Dorna i ew. reszty hoło… yy… watahy, się znaczy
)
I tak sobie jeszcze z ciekawości kliknąłem na link pod słówkiem “Kataryna” (dziwne, przedtem go chynb anie było…?) - i znlazlęm w komentarzach conastępuje:
========
Szanowny Panie (lub Szanowna Pani), przepraszam że się wcinam, ale Wycieraczka, o której Pan (lub Pani) pisze to był ŻART Zbigniewa Wassermana w programie magazyn 24 godziny w stacji TVN24.
Dokument o który chodziło, pochodzący z personalnej teczki generała Dukaczewskiego został ujawniony w raporcie o likwidacji WSI, o czym nie wiedział dziennikarz (lub dziennikarka, nie pamiętam) prowadzący rozmowę. Wasserman przyniósł ogólnodostępne ksero i słabo (jak widać) sobie zażartował.
=========
No cymes, po prostu brylant! I-O vel Rydzyk fizyk (jak mniemam piszący również pod nickiem O.Dyr na “salonie”
takiego czegoś nie uwzględnił? I dalej jak pijany płota trzyma się swojego konika o “standardowej w służbach wiedzy z miasta”? HA!
A co do Julci… Ona nie od takich spraw - ona od oskarżania o taki, na ten zum Bleistift, zakup kawałka dorzsza kartą służbową jest.
Choć w sumie cieńka jest Julcia w te klocki - przecież nawet sam Donek stwierdził, że ten jaj raport o kaczyście Kamińskim, to jej fajerwerkowe ątre na scenę polityczną, to se można jedynie w papcie wsadzić…